Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Sekcja edukacyjna GRH Gorlice 1915

Gorliczanie w szeregach armii austro-węgierskiej

Stowarzyszenie Grupa Rekonstrukcji Historycznej Gorlice 1915 (GRH Gorlice 1915) utworzone w 2009 roku nie tylko rekonstruuje cesarsko-królewski 20 pułk piechoty, ale również próbuje ocalić od zapomnienia pamięć jego żołnierzy, mieszkańców Ziemi Gorlickiej, Sądeckiej, Limanowskiej i Podhala, żołnierzy w zaborczych mundurach, którzy mieli swój udział w odbudowie niepodległej Polski w 1918 r.

Krótka historia szlaku bojowego 20. pułku piechoty

Mapa garnizonów Austro-Węgier w 1898 r.

Gorliczanie jako mieszkańcy Galicji i poddani cesarza Austrii zobowiązani byli do służby w cesarsko-królewskiej armii. Obo- wiązek ten spoczywał na wszystkich zdrowych mężczy- znach, którzy ukończyli 21 rok życia i nie pobierali nauk na uniwersytetach. Po odsłużeniu dwuletniej służby wojskowej stawali się rezerwistami, od czasu do czasu powoływanymi na okresowe ćwiczenia wojskowe. Każdy żołnierz miał służyć w tym pułku, który znajdował się najbliżej jego miejsca zamieszkania. Zdolni do służby byli na drodze losowania wcielani do odpowiednich jednostek, rekrutujących się z danego obszaru korpusu. Mając to na względzie, dowództwo wojsk austro-węgierskich podzieliło Galicję na trzy okręgi korpusów (I Korpus w Krakowie, X w Przemyślu i XI we Lwowie), a te z kolei na rejony uzupełnień pułków. Galicja Zachodnia i Śląsk Cieszyński, czyli Okręg I Korpusu (mniej więcej obszar dzisiejszego województwa małopolskiego) dzielił się na rejony uzupełnień następujących cesarsko-królewskich (ck) pułków:

20. pułk piechoty ks. Pruskiego Henryka

Ze sztabem w Krakowie i Nowym Sączu (stąd nowosądecki) potocznie nazywany też pułkiem Dwudziestaków lub Cwancygierów z Matką Boską Ludźmierską, ponieważ często był kojarzony z drobną monetą austriacką wartości 20 grajcarów potocznie nazywaną zwanzieger oraz z wizerunkiem Matki Bożej z Ludźmierza na Podhalu, który znajdował na sztandarze pułku. Przez austriackie władze wojskowe nazywany die Góralen i rzucany zawsze na najtrudniejsze odcinki frontu. Jak pisał po latach ppłk. Stanisław Plappert: (...) żołnierz cierpliwy i wytrzymały, niezwykle odważny, byle miał fajkę w zębach, bardzo oddany w rękach ludzi, którym ufał (J.Giza, Organizacja "Wolność" w 20 galicyjskim pułku piechoty, Almanach Sądecki). Rekrutował swych żołnierzy m.in. z powiatów: Gorlice, Grybów, Nowy Sącz, Nowy Targ, Limanowa. W ponad 80% złożony był z Polaków. Bataliony tego pułku stacjonowały nie tylko w Nowym Sączu - III, ale również w Krakowie I i II oraz w bośniackiej Bielinie - IV (w batalionie tym walczył Stanisław Kordyl ur. 1885 w Gliniku Mariampolskim). Wyłogi makowo-czerwone, guziki białe. W czasie wojny dowódcą pułku był płk Hoffman;

56. pułk piechoty

Ze sztabem w Wadowicach (stąd wadowicki) zdrobniale nazywany pułkiem Jacków. Rekrutował swych żołnierzy m.in. z powiatów: Wadowice, Żywiec, Oświęcim;

57. pułk piechoty

Ze sztabem w Tarnowie (stąd tarnowski) potocznie nazywany też pułkiem Ziemi Tarnowskiej lub mokrymi Bykami. Rekrutował swych żołnierzy m.in. z powiatów: Tarnów, Pilzno, Dąbrowa Tarnowska;

100. pułk piechoty

Ze sztabem w Cieszynie (stąd cieszyński). Rekrutował swych żołnierzy ze Śląska Cieszyńskiego.

Wszystkie wyżej wymienione pułki wchodziły w skład cesarsko-królewskiej (ck) 12. Dywizji Piechoty ze sztabem w Krakowie (stąd krakowskiej) potocznie zwanej Krakusami lub Dywizją Śląsko-Galicyjską. Skład narodowościowy tej jednostki wskazywał na jej wybitnie polski charakter - ponad 60% żołnierzy stanowili Polacy, resztę Czesi (z 3. pułku piechoty) i Niemcy. Pojedyncze bataliony wyżej wymienionych pułków wchodziły również w skład 48. Dywizji Piechoty stacjonującej w Bośni i Hercegowinie, a dokładnie tworzyły jej brygadę górską.

Kilka dni po wypowiedzeniu wojny Serbii, cesarz Austrii Franciszek Józef I ogłosił w dniu 31 lipca 1914 roku ogólną mobilizację. Na murach urzędów pocztowych i gmachach starostw galicyjskich miast powiatowych (również Gorlic) pojawiły się plakaty mobilizacyjne, informujące o powołaniu pod broń wszystkich jednostek armii austro-węgierskiej, w tym też z Galicji. Rozkaz ten przekazano ponadto telegraficznie, pisały o nim gazety codzienne, rozpowszechniano go też za pomocą ulotek. Zmobilizowani żołnierze mieli obowiązek w ciągu 24 godzin stawić się w swoich komendach uzupełnień, gdzie kierowano ich do odpowiednich pułków. Tu otrzymywali mundur polowy w kolorze hechgrau (szaroniebieski), bieliznę, onuce, skórzany pas, podkute buty wojskowe do kostek, karabin Mannlicher model 1895 lub starszy, bagnet, amunicję (200 naboi), chlebak z manierką i konserwami, menażkę, saperkę oraz tornister piechoty.

Ogłoszona mobilizacja, a następnie wiadomość o wypowiedzeniu wojny przez Austro-Węgry Rosji 5 VIII (uważanej za głównego wroga Polaków mieszkających w Galicji) spotkała się z olbrzymim entuzjazmem wśród mieszkańców Gorlic (W. Daniec, Pamiętnik z przeżyć wielkiej wojny, Rzeszów 1925, s. 16-17). Prawie wszyscy powołani rzucali swoje rodziny i zajęcia, by zgłosić się w terminie w macierzystych pułkach. Jak wspominali uczestnicy tych wydarzeń, żołnierze pułków galicyjskich szli na front przybrani w kwiaty z obrazami Matki Boskiej. Wszędzie było słychać okrzyki na część cesarza, monarchii oraz Polski. Polacy mieszkańcy Galicji traktowali żołnierzy w austriackich mundurach jak swoich. W kościołach odbywały się uroczyste msze w intencji pomyślności w nadchodzącej wojnie. Często kończyły się one wspólnym odśpiewaniem "Boże coś Polskę", jak np. podczas mszy św. w Katedrze Wawelskiej koncelebrowanej przez biskupa Adama Sapiehę, tuż po rozpoczęciu wojny austriacko-rosyjskiej.

Ten powszechny entuzjazm spowodował niezwykłą sytuację polegającą na tym, że w niektórych powiatach galicyjskich zgłosiło się na rozkaz mobilizacyjny więcej rezerwistów i ochotników, niż wskazywałyby na to dane szacunkowe władz wojskowych Austro-Węgier. Bardzo rzadko musiała interweniować żandarmeria (J. Dąbrowski, Dziennik 1914-1918, Kraków 1977, s. 34) .

Rekruci z Gorlic i okolicznych miejscowości w pośpiechu udawali się do swoich Komend Uzupełnień w Nowym Sączu, Tarnowie i Krakowie. Tu odpowiednio wyposażeni zasilali składy osobowe swoich macierzystych pułków. W połowie sierpnia 1914 r. pułki galicyjskie skierowane zostały nad granicę austriacko-rosyjską w Galicji. Wagony, którymi wyruszali na front "zdobili" licznymi napisami np. Jeder Schuss ein Russe, Alle Russen und Serben müssen sterben, Expresszug nach Moscau-Petersburg (Każdy strzał jeden Rosjanin, Wszyscy Rosjanie i Serbowie muszą zginąć, Pociąg ekspresowy do Moskwy i Petersburga) oraz satyrycznymi rysunkami, a wszystko to w celu podtrzymania dobrego ducha wojennego.

20. pułk piechoty skoncentrowano w widłach Wisły i Sanu. W dniu 21 sierpnia 1914 r. wykonując rozkaz Naczelnego Dowództwa pułk rozpoczął działania wojenne przekraczając San kierując się na Lublin. Ofensywa ta przyniosła początkowy sukces. Po zwycięskiej bitwie z Rosjanami pod Kraśnikiem (23-25 sierpnia) i Komarowem (26 sierpnia-2 września) 1. i 4. armia austro-węgierska stanęły u wrót Lublina (Feldmarschall Conrad von Hötzendorf, Aus meiner Dienst, t. IV, Wien 1923). Jednak co do wyćwiczenia i umiejętności wojskowych naszych żołnierzy można było mieć wiele do życzenia. "Cwancyngierzy" coraz częściej narzekali, a to na zbyt intensywny ostrzał artyleryjski, obniżone racje żywnościowe, spuchnięte i obolałe stopy, ciągłe marsze i oczywiście, na dokuczające wszy. Rzecz ciekawa, wszystkich krytykowano, ale cesarza Franciszka Józefa zostawiono w spokoju.

Jak się okazało, wojna z Rosją nie była wcale prostą sprawą. Rosjanie do wojny odpowiednio się przygotowali i okres austriackich zwycięstw skończył się bardzo szybko. Już na początku września 1914 r. rosyjski "walec parowy" złamał opór kolejnych armii austro-węgierskich. 20. pułk piechoty podzielił ich los. Wykrwawiony w licznych bitwach najpierw przekroczył z powrotem San i wycofał się nad dolny Dunajec. Tu uzupełniwszy stany osobowe, wziął następnie udział w kolejnej nieudanej ofensywie na Dęblin w październiku 1914 r., by w czasie odwrotu zająć pozycje na przedpolach Krakowa (XI-XII 1914 r.), zaś w grudniu 1914 r. w okolicach Nowego Korczyna (Die Schlacht bei Limanowa - Łapanów, Österreich-ungarische Kriegsberichte aus Streffleurs Militärblatt, Wien 1915).

Rok 1914 był dla Austro-Węgier rokiem niespełnionych nadziei. Nie udało się im pokonać Rosji a do tego jeszcze utraciły większą część Galicji, gdzie linia frontu na okres prawie 6 miesięcy ustabilizowała się na linii: ujście Dunajca-Gromnik-Staszkówka-Łużna-Gorlice-Sękowa-Magura Małastowska i dalej łukiem Karpat aż po Bukowinę.

Stabilizacja frontu pod Gorlicami nie oznaczała wcale zaprzestania walk. Naczelne Dowództwo armii austro-węgierskiej w dalszym ciągu usiłowało przyjść z pomocą oblężonemu Przemyślowi m. in. przez ofensywę na przełęczach karpackich wspieraną dodatkowo uderzeniem z rejonu Gorlic.

Arthur Arz von Straussenburg

Właśnie w trakcie tych przygotowań "cwancyngierzy" wraz 12. Dywizją Piechoty włączeni zostali do VI Korpusu gen. Arza von Straussenburga i w styczniu 1915 r. zajęli pozycje naprzeciwko Gorlic na odcinku frontu wzgórze Łysa Góra-Mszanka. Działania przybrały więc charakter typowej wojny pozycyjnej, której największą ofiarą było miasto Gorlice, nieustannie bombardowane i ostrzeliwane przez rosyjską i austriacką artylerię (w tym i 305 mm moździerze austriackie). Powolna "śmierć" Gorlic wywierała przygnębiające wrażenie na żołnierzach 12. Dywizji Piechoty, zwłaszcza na walczących w szeregach jej 20. pułku piechoty gorliczanach (Niepublikowane wspomnienia...). Los Gorlic podzieliły też okoliczne miejscowości leżące na linii frontu: Ropica Górna, Sękowa, Siary, Ropica Polska, Dominikowice, Stróżówka, Mszanka, Wolna Łużańska, Łużna, Staszówka i Zborowice.

Dowództwo austriackie zdając sobie sprawę z nieuchronnie zbliżającej się kapitulacji Przemyśla podjęło kolejną próbę przyjścia twierdzy z pomocą. 18 marca 1915 r. nastąpił atak czterech austriackich dywizji m.in. 12., 39., 38. oraz złożonej z pułków tyrolskich 8. dywizji piechoty, której zadaniem było zdobycie umocnionego wzgórza Zamczysko nad Sękową (J. D. Tomasik, Tyrolczycy w Górach Hańczowskich, w. Magury 2001, Warszawa 2001). 20. pułk atakował w kierunku Moszczenicy. Niestety, po ciężkich walkach zmuszony został do powrotu na pozycje wyjściowe. Podjęta z takim rozmachem ofensywa nie powiodła się. Dowództwo obrony twierdzy Przemyśl nie mając nadziei na odsiecz poddało twierdzę w dniu 22 marca 1915 r.

Ta wielka porażka, jaką była dla państw centralnych kapitulacja Przemyśla nie oznaczała klęski na całym froncie wschodnim. Wpłynęła raczej otrzeźwiająco na dowództwa wojsk austriackich i niemieckich, które na przełomie marca i kwietnia podjęły decyzję o przełamaniu rosyjskiego frontu pod Gorlicami. Dokonać tego miała nowo utworzona 11. Armia gen. Augusta von Mackensena, w której obok doborowych dywizji niemieckich miała walczyć 12. Dywizja Piechoty.

25 kwietnia 1915 r. dowódca 11. Armii gen. August von Mackensen wydał rozkaz zajęcia stanowisk wyjściowych do natarcia przez przybyłe z frontu zachodniego dywizje niemieckie. W wyniku tego przegrupowania krakowska 12. DP (Dywizja Piechoty) zajmująca do tej pory odcinek naprzeciwko Gorlic zmieniła dotychczasową pozycję. Już nad ranem 1 maja cała 12. DP zajęła 3 kilometrowej długości odcinek frontu Podlesie-Łużna. Zadaniem dywizji miało być zdobycie kluczowej pozycji rosyjskiej, mianowicie górującego nad Łużną bardzo mocnego ufortyfikowanego wzgórza Pustki (446 m n.p.m.), 20. pułk piechoty miał osłaniać uderzenie od południowego wschodu, atakując z Łużnej Podlesie w kierunku na Moszczenicę.

Dnia 2 maja o godzinie 6 rano rozpoczęła się największa bitwa I wojny światowej na ziemiach polskich, bitwa pod Gorlicami nazywana również Gorlickim Przełomem. Już o godz. 10.50 12. DP (a dokładnie jej 100. i 56. pułk piechoty) jako pierwsza z całej 11. Armii przełamała front 3. Armii rosyjskiej, zdobywając wzgórze Pustki. 20. pułk piechoty po bardzo ciężkich walkach zdobył pierwszą linię obrony Rosjan w lesie Kamieniec dopiero w godzinach popołudniowych, okupując to jednak wielkimi stratami (dwa bataliony pułku dostały się pod krzyżowy ogień rosyjskich karabinów maszynowych). Dzień ten był wielkim sukcesem 11. Armii, która na całej długości swego frontu pokonała Rosjan zmuszając ich do odwrotu. W dniu 3 maja pułk brał udział w przełamaniu drugiej linii obrony rosyjskiej na umocnionym wzgórzu Dział Krzemienny (371 m n.p.m). W późnych godzinach wieczornych osiągnął linię Racławice-Strzeszyn (na płd-zach od Biecza). 4 maja "dwudziestacy" nie brali udziału w walkach o Biecz, zostali bowiem przesunięci do odwodu dywizji by odpocząć po ciężkiej walce. 6 maja pułk uczestniczył w zdobyciu Jasła. Dalsze dni wielkiej ofensywy gen. Mackensena miały pokazać, że słusznie nadano pułkom galicyjskim walczącym w 12. DP honorowe miejsce w jego "Żelaznej Falandze", jak zaczęto nazywać 11. Armię po bitwie gorlickiej.

W ciągu trwającej jeszcze kilka miesięcy ofensywy austriacko-niemieckiej 20. pułk piechoty brał udział w zdobyciu Krosna (8 maja 1915 r.), Domaradza. Uczestniczył z powodzeniem w krwawej bitwie o przyczółek na prawym brzegu Sanu w Jarosławiu (16-20 maja), osłaniał operację zdobycia Lwowa zajmując 19 czerwca 1915 r. silnie ufortyfikowane wzgórze Horodysko (378 m n. p. m.) nad Magierowem.

W dniu 22 lipca 1915 r. walczył pod Chełmem Lubelskim, ponosząc bardzo ciężkie straty. W trakcie tej bitwy zginęło i zostało rannych wielu walczących w jej szeregach gorliczan (Niepublikowane wspomnienia...). Pełen zwycięstw szlak bojowy zakończył 26 sierpnia 1915 r., wkraczając do zdobytego przez 11. Armię Mackensena Brześcia Litewskiego.

Zajęcie Brześcia Litewskiego zakończyło okres tak owocnego współdziałania wojsk niemieckich i austro-węgierskich, a zarazem chlubnego szlaku bojowego 20. pułku piechoty na froncie austriacko-rosyjskim pierwszego roku Wielkiej Wojny.

Na rozkaz Naczelnego Dowództwa Armii austro-węgierskiej (Armeeoberkommando) VI Korpus, a wraz z nim 20. pułk został przerzucony na początku września 1915 r. z powrotem pod Magierów na północny zachód od Lwowa, a następnie na front rosyjsko-austriacki nad rzekę Strypę, lewobrzeżny dopływ Dniestru (na terenie dzisiejszej Ukrainy, w okolicach miasta Buczacz), gdzie stacjonował do czerwca 1916 r. w składzie 7. Armii austro-węgierskiej. W wyniku ofensywy czerwcowej gen. A. Brusiłowa pułk wraz całą dywizją został odrzucony kilkadziesiąt kilometrów na zachód, w kierunku miasta Halicz. Straty, jakie poniósł osłaniając odwrót, były tak duże, że wycofany został w okolice Stanisławowa, gdzie przebywał do końca IX 1916 r. W październiku przerzucono go wraz całą 12. Dywizją Piechoty koleją 150 km na południe przez Nadwórną, Delatyń, Jaremcze, Worochtę Rachow do Sighetu Marmaroskiego na terenie dzisiejszej Rumunii (wtedy Węgier). Linia frontu biegła wówczas wzdłuż wododziału karpackiego w Gorganach, Czarnohorze, Karpatach Marmaroskich i Bukowinie. Ze względu na swoje położenie (często powyżej 1500 m n.p.m.) umocnione pozycje austriackie do dnia dzisiejszego zachowały się tu w dobrym stanie.

Dwudziestacy przerzuceni zostali najpierw na Przełęcz Pantyrską w Gorganach. Tam walczyli w listopadzie 1916 r. Na początku 1917 r. przeniesiono ich w Karpaty Marmaroskie w okolice miasta Vatra Dornei oraz Kiribaba, gdzie przebywali do maja 1917 r. (Niepublikowane wspomnienia...).

Po zajęciu Rumunii przez wojska państw centralnych oraz wycofaniu się Rosjan na pozycje sprzed czerwca 1916 r. dowództwo austro-węgierskie przerzuciło cześć swoich oddziałów na front włoski, w tym pułk nowosądecki. W czerwcu 1917 r. 20. pułk piechoty zajął pozycje na północ od Triestu w okolicach miasta Gorycje, gdzie Austriacy powstrzymywali kolejne ofensywy włoskie nad rzeką Soczą. W październiku 1917 r. pułk brał udział w kontrofensywie, która zakończyła się sukcesem wojsk austriackich. Linia frontu ustabilizowała się na linii rzeki Piawa. Walki trwały tu do października 1918 r. Do tego czasu przebywał tu też 20. pułk piechoty.

Z pobytem 20. pułku na froncie włoskim wiąże się bardzo ważny i nieznany epizod współpracy Polaków, żołnierzy cesarsko-królewskiej armii, z oficerami legionowymi.

Kryzys przysięgowy w lipcu 1917 r., który doprowadził do rozwiązania Legionów, spowodował, że część legionistów pochodząca z Galicji została karnie przeniesiona na front włoski i wcielona do oddziałów austro-węgierskich, głównie zaś do pułków galicyjskich 20. pp, 56. pp, 57. pp i 100. pp. Wśród przydzielonych znalazł się m.in. kapitan legionowy Leopold Lis-Kula. Pod nieobecność aresztowanego i uwięzionego Józefa Piłsudskiego nowym komendantem Polskiej Organizacji Wojskowej działającej na ziemiach polskich został płk Edward Rydz-Śmigły, który w dalszym ciągu utrzymywał kontakt z legionistami przerzuconymi nad Soczę i Piawę. Na jego to polecenie Leopold Lis-Kula rozpoczął pracę konspiracyjną w pułkach galicyjskich, w tym 20. pp (W. Tempka, S. Szczepaniec, Wojskowy Związek Rewolucyjny "Wolność", w. "Niepodległość", R. 1935, t. XI, z. 1).

Praca ta była wielokierunkowa. Przede wszystkim miała ona na celu wysyłanie pod różnymi pretekstami jak największej liczby legionistów z powrotem do kraju, aby mogli rozszerzyć konspiracyjną działalność POW-u. Innym celem było utrzymywanie łączności pomiędzy legionistami rozrzuconymi po wszystkich pułkach 12. DP, w celu ich konsolidacji i obrony przed prześladowaniami wyższych władz austriackich. Wreszcie trzecim i najbardziej istotnym kierunkiem działalności Lisa-Kuli było prowadzenie akcji uświadamiającej wśród Polaków służących w armii austo-węgierskiej. W tym celu w 20. pp powołano do życia 27 listopada 1917 r. Organizację "Wolność" na czele z kapitanem Jerzym Dobrodzickim, której celem była praca na rzecz przyszłej niepodległej Polski (J.Giza).

Praca niepodległościowa prowadzona wśród Polaków - żołnierzy 20. pp padała na bardzo podatny grunt. Kryzys monarchii austro-węgierskiej i odczuwany już bliski jej koniec oraz zdrada polskich interesów podczas austriacko-niemiecko-ukraińskich rozmów w Brześciu w lutym 1918 r. w znacznym stopniu zmieniła ich zapatrywania na przyszłe losy Polski.

Znalazło to już swój wyraz zaraz po zdradzie brzeskiej. Z inicjatywy Lisa-Kuli w San Dona di Piave zorganizowano zebranie oficerów służących w pułkach galicyjskich, na którym podjęto uchwałę, by na znak protestu przeciw Brześciowi otworzyć pozycje całej 12. DP i w ten sposób doprowadzić do załamania całego frontu austriackiego nad Piavą. W tym czasie do niewoli włoskiej dostał się Stanisław Kordyl. Kilka miesięcy przebywał w obozie jenieckim. Jako ochotnik przedostał się do Francji, gdzie zaciągnął się do "Błękitnej Armii" Józefa Hallera.

Postanowiono nawiązać następnie kontakt z dowództwem armii włoskiej i przejść na drugą stronę frontu, uzyskując prawa strony wojującej jako Wojsko Polskie przeciw Austrii. Przeciwko tej decyzji wypowiedział się płk Rydz-Śmigły (wcześniej został o niej poinformowany), który zakazał otwierania frontu z obawy, aby w ten sposób najcenniejsze jednostki nie były stracone dla pracy konspiracyjnej w kraju. Ustalono, że głównym celem będzie przedostanie się z frontu do Polski pułków maksymalnie pełnych stanach osobowych i uzbrojeniu.

Decyzja Rydza-Śmigłego była trafna. W chwili rozpadu Austro-Węgier na przełomie października i listopada 1918 r. polscy oficerowie 20. pułku piechoty przejąwszy wszystkie stanowiska dowódcze w pułku po dezercji oficerów i żołnierzy innych narodowości skierowali się wraz ze swoimi żołnierzami w kierunku słoweńskiej Brezowicy. 13 listopada nastąpiło przeformowanie i zawagonowanie pułku. 14 listopada cały skład kolejowy z 1200 żołnierzami, 110 końmi, 40 karabinami maszynowymi wyruszył w kierunku na Lublianę, Graz, Bratysławę i Bogumin. W drodze do swojej Ojczyzny Polacy zrywali austriackie bączki i przyszywali biało-czerwone kokardy. Zbierali również porzucony przez Austriaków sprzęt wojskowy wierząc, że na pewno przyda się on w niepodległej Polsce. W Nowym Sączu pułk pojawił się 19 listopada. Dla odrodzonej Polski pozbawionej liczniejszych wojsk i sprzętu przybycie z frontu włoskiego tak znacznych sił stanowiło bardzo poważny zastrzyk doświadczonych i dobrze uzbrojonych żołnierzy. Tak pisał o tym epizodzie T. Filipowicz:

"Wśród rozkładu państwa austriackiego w czasie ogólnej demoralizacji i anarchii wśród tłumu różnojęzycznych dezerterów, którzy rzucali broń, zdeptali dyscyplinę i opuścili szeregi, oddziały polskie (pułki 20., 56.) z bronią, w zwartych jednostkach dążące do kraju (Polski) były żywym świadectwem wielkości sprawy, której służyli (...) i źródłem wyższości moralnej i wojskowej nad żołnierzami innej narodowości." (T. Filipowicz, Z ziemi włoskiej do Polski, w. "Bellona", R. 1924, t. XVI, z. 1, s. 67).

Ppłk Stanisław Plappert dodał:

"Zapał oficerów i żołnierzy, iż są już Wojskiem Polskim dodawał im sił i otuchy. Był to jak gdyby marsz Legionów Dąbrowskiego z ziemi włoskiej do polskiej przy brzmieniu poprzednio niedozwolonej w pułku pieśni Jeszcze Polska nie zginęła (J.Giza).

Po przybyciu do niepodległej Polski "dwudziestacy" od razu wyruszyli na front walczyć o jej nowej granice. Swoją patriotyczną postawą udowodnili wtedy, że nie ważny był mundur, ale duch tych, którzy go nosili. Niestety, przez dziesięciolecia zapominano o tym, gloryfikując tylko i wyłącznie Legiony Józefa Piłsudskiego oraz żołnierzy i działaczy Polskiej Organizacji Wojskowej.

Kontynuatorem tradycji 20. nowosądeckiego pułku piechoty był utworzony na jego bazie 1 grudnia 1918 r. w Nowym Sączu 1. Pułk Strzelców Podhalańskich.

Jerzy D. Tomasik